Samorządy to najbardziej udane dziecko III Rzeczpospolitej. W praktyce włodarze “małych ojczyzn” zdają egzamin z gospodarowania, niejednokrotnie lepiej niż włodarze szczebla centralnego…
Czy samorządy wykorzystały w dostatecznym stopniu środki unijne? Odpowiedź jest prosta: nie wszystkie. Część potrafiła znakomicie skorzystać z szansy, dołożyć własne środki i zmodernizować gminę, powiat czy nawet województwo. Ale są też takie samorządy, które do tej pory nie wzięły z Unii ani złotówki!!! Są też takie, dla których przygoda z Brukselą była jednorazowym romansem.
W Parlamencie Europejskim reprezentuję województwo kujawsko-pomorskie, zaliczane do tych najlepiej wykorzystujących kran finansowy. Na Dolnym Śląsku mamy przykłady zarówno stałych beneficjentów, jak i tych np. gmin, które wiązały koniec z końcem, nie patrząc na Brukselę lub w ogóle nie wchodząc na wielopiętrową ścieżkę eurobiurokratyczną, często będącą prawdziwym bólem głowy i przedsiębiorców i samorządów. Udało się trzy lata temu uzyskać uproszczenia ze strony Unii Europejskiej w zakresie pozyskiwania środków UE. Żeby jednak obecnie wykorzystać znacznie większą rzekę pieniędzy, trzeba dodatkowo jeszcze te procedury ułatwić. Dobrze, że przynajmniej wydłużono o rok okres rozliczania się z tych środków.
Kryzys nie sprzyja budowaniu w samorządach takiej architektury budżetu, w której znajdą się znaczące środki dla tzw. montaż finansowy, czyli wkład własny samorządu lub związku samorządów. Każdy szuka oszczędności - choć akurat oszczędzanie na tym jest na dłuższą metę anty wzrostowe.
Reasumując: tak jak miłość niejedno ma imię, tak samo niejedno imię ma wykorzystywanie środków unijnych przez samorządy, w tym samorządy dolnośląskie. Są prymusi i jest, niestety, ośla ławka. Przypomnijmy, że w grę wchodzą coraz większe projekty i pieniądze.




